Otłoczyn - rocznica i wątpliwości


Oglądasz wersję archiwalną wątku "Otłoczyn - rocznica i wątpliwości" z forum pl.misc.kolej


t.wojdyga - 19 Sie 2002, 06:22

Dzisiaj, w kolejną rocznicę tragicznego wypadku w Otłoczynie, przeczytałem
wczesnoejsze wypowiedzi, artykuł "Trzy reflektory śmierci" i orzeczenie
prokuratora o umorzeniu. Podczas tych lektur trafiłem na jedną niezgodność i nie
potrafię sobie jej wytłumaczyć.
Sprawa dotyczy czasu. Kiedy, o której godzinie nastąpił wypadek.

Z artykułu "Trzy ..." wynika że ST44 wyjechała z Otłoczyna o 4:26 zaś o 4:35
SP45 mineła Brzozę. Czyli biorąc pod uwagę szybkość SP45 (ok 80km/h) i odległość
Brzoza - miejsce wypadku (2km) do wypadku doszło 90s póżniej (ok 4:36 - 4:37).
Dziwnym jest to, że aż 9 minut potrzebowała obsługa Otłoczyna na powiadomienia
Brzozy oraz druga dziwna rzecz (biorąc pod uwagę realia telekomunikacyjne roku
1980) w jaki sposób można o wypadku powiadomić w ciągu 8-9 minut pogotowie w
Toruniu (nie zostało wyjaśnione kto i jak osobiście - telefonicznie powiadomił
pogotowie).

Orzeczenie prokuratorskie pozornie jest bardziej dokładne ale jako główną
informację podaje godzinę powiadomienia MO (4:45), a nie godzinę wypadku. Dane z
orzeczenia są następujące:
- o 4:20 ST44 wyjeżdża z Otłoczyna i na odcinku 1800m stopniowo rozpędza się do
szybkości 42km/h póżniej przez 900m jedzie z ustaloną szybkością 40km/h i na
150m przed miejscem wypadku zwalnia do 33km/h. Biorąc pod uwagę przedstawione
dane  czas jazdy ST44 wynosi ok 400s (6'40'')
- 4:20 SP45 jest 3,5km od Brzozy i jedzie z prędkością ok 80km/h. Czyli do
Brzozy 160s + z Brzozy do miejsca wypadku 90s co daje 250s (4'10''). Czyli znowu
niezgodność bo do wypadku nie mogło dojść w miejscu w którym się zdarzył.

Dziwi mnie również tak duża rozbieżność czasów w artykule i orzeczeniu
prokuratorskim.

Zastanawiając sie dalej wyobraziłem sobie oczekującę w Otłoczynie na jazdę
obsługę i lokomotywę. To była godzina 2:10 kiedy ST44 przyjechał do Otłoczyna i
co póżniej siedzieje z obsługą lokomotywi i lokomotywą.
1. Czy obsługa uderza w kimono czy czuwa na sygnał odjazdu oraz czy lokomotywa z
pracującym silnikiem jest na "biegu jałowym" czy może silnik spalinowy jest
wyłączany.
2. Jaka jest procedura w takiej lokomotywie przejścia ze stanu biegu jałowego do
stanu jazdy. Czy jest to ruszenie jednego nastawnika czy może trzeba wykonać
więcej manipulacji. (słyszałem - niestety często - o przypadkach zaśnięcia za
kierownicą ale nie słyszałem aby śpiący uruchomił samochód i pojechał)
3. Maszymnista wpisał do raportu godzinę odjazdu (czyli musiał wziąść właściwy
papier, długopis i we właściwe miejsce wpisał właściwą godzinę) i to wszystko w
jakimś sennym widzie - wierzyć mi się nie chce.
4. Dlaczego maszynista włączył trzy refletory (a nie dwa) i nie zmienił świateł
długich na krótkie kiedy zobaczył światła SP45 (a może ich po prostu już nie
widział).

Mam pewną teorię dlaczego doszło do tego tragicznego wypadku ale może to błędna
teoria i wpierw prosiłbym o pomoć w wyjaśnieniu tych wątpliwości.
I jeszcze jedno,  w jednym z postów pojawia się uwaga o trzeciej osobie w ST44
jeżeli ktoś coś wie na ten temat to też proszę o rozwinięcie.

Pozdrowienia Tomasz  



Lucjan Jeziorny - 19 Sie 2002, 07:05

<ciach wątpliwości

<Cytat Świat Kolej 8/2000
Poranek 19.08.1980r. był zimny i mglisty (....) Na torze nr. 4 pod semaforem
F stał pociąg towarowy nr. 11599 zestawiony z ST44-607 i 16 próżnych
węglarek W tej samej chwili ze stacji Toruń Główny wyjechał opóźniony o 20
minut pociąg osob. nr. 5130 do Łodzi Kaliskiej prowadzony lokomotywą
SP45-160. (.....) SP45 nabrała dozwolonej prędkości 90km/h. W tym samym
czasie , o 4.24, towarowy niespodziewanie ruszył ze stacji w Otłoczynie przy
opuszczonym ramieniu semafora kształtowego. Przejechał przez przejazd nr.
10, którego iglice zostały rozprute przez wózki ST44. 11599 znalazł się na
torze niewłaściwym. Zdziwiona nastawnicza z nastawni wykonawczej
zaalarmowała dyżurnego ruchu. Ten momentalnie dostrzegł niebezpieczeństwo
zderzenia, zadzwonił o 4.28 do sąsiedniego posterunku Brzoza Toruńska,
jednak opowiedz jaka otrzymal przerazila go: osobowy 5130 wlasnie minal
posterunek, katastrofa była nieunikniona. W tej chwili dyżurnego ruchu
przeszedł dreszcz porazajacej bezsilnosci wobec pedządzych na sienie kiluset
ton stali. W tym samym czasie ST44-607 powoli nabierał prędkości (....).
Pociąg wjechał w czterometrowy, polozony w lesie przekop. Tory zaczely
wchodzic w lagodny luk skrecajac w lewo. W polowie łuku okolo godz. 4.30
maszynista zauwazyl 300m przed sobą  trzy swiatła SP45, pedządzej po tym
samym torze. Do zderzenia pozostało 8 sekund. Oba pociagi rozpoczely
hamowanie. Mechanik z 5130 uciekł do korytarzyka przedziału silnikowego, to
uratowału mu zycie, mechanik i pomocnik z gagarina, obaj z długoletnim
stażem, zgineli. SP45 dosłownie wbiła sie w gagarina. Wszystkie weglarki
powykolejały sie. (...) Pierwszy wagon poc. osobowego przestał istnieć,
drugi został w połowie zmiażdżony. (...) W momencie katasrofy towarowy
jechał z prędkościa 33km/h, osobowy 85km/h, prędkosc sumaryczna wyniosła
118km/h, oba składy miał mase ponad 300 ton. (...) Wyciągenie rannych i
zabitych trwa kilka godzin. Dopiero około południa doliczono się ofiar: 64
osoby ranne, 67 zabitych. (...) Do wyjaśnienia przyczyn katastrofy powałano
2 komisje: kolejową i rządową. (...) Było kilka hipotez: trzecia osoba na
lokomotywie sterroryzowała maszynistów i doprowadziła do zderzenia
wyskakując chwile przed nim z kabiny.(miało to podłoże polityczne i wiązało
sie z pobliska jednostką wojskową.), któraś z zielonych lampek kontrolnych
na pulpicie odbiła się w bocznej szybie co maszynista dostrzegł jako sygnał
"wolna droga". Komisje pracowały 2 miesiące, przeprowadzając wizje lokalną,
ostatecznie wszyzscy doszli do wniosków: maszynista po 24h od objecia słuzby
byl juz zmeczony co mogło spowodwac zakłocenia w prawidłowym postrzeganiu
znaków. Po długim wpatrywaniu się w niebieskie swiatlo tarczy manewrowej
stojącej przed semaforem, mogło u niego nastąpić tzw. zjawisko kontrastu
nastepczego to znaczy gdy nagle spojrzał na semafor doznał złudzenia ze
palacę sie pod ramieniem semafora swiatło czerwone jest koloru
pomaranczowego i ruszył ze stacji. Prawdopodobnie w momencie ruszania nie
było w kabinie pomocnika, gdyż znajdował sie on w przedziale silnikowym.
Postanowieniem prokuratury wojewódzkiej w Toruniu z dnia 20.10.1980 śledztwo
zostało umorzone. Powyższy wnioski są tylko przypuszeniami, gdyż nigdy  się
prawdopodobnie nie dowiemy co w sierpniowy poranek 1980 roku skłoniło
maszyniste do ruszenia ze stacji. Do dziś nie znamy odp. na pytanie:
"Dlaczego maszynista gagarina nie zauwazył ze wjechał na tor niewłasciwy ??"
Dziś w miejscu katasrofy, na skarpie, znajduje się krzyż, symboliczna
koncowka toru z kozłem oporowym oraz obelisk z nazwiskami 67 osób dla
ktorych podróż poc. 5130 zakończyła się na zawsze pod Otłoczynem.

</Cytat Świat Kolej 8/2000
Autor: Paweł Korcz

Pozdrawiam

* Lucjan Jeziorny * Gorzów

-------------------------------------------------------
"Ile węgla zużywa stonka i dlaczego podnosi tylny pantograf?"
(C) FAQ grupy pl.misc.kolej


Przemyslaw Kowalik - 19 Sie 2002, 07:41


<ciach wątpliwości

<Cytat Świat Kolej 8/2000
Poranek 19.08.1980r. był zimny i mglisty (....) Na torze nr. 4 pod semaforem
F stał pociąg towarowy nr. 11599 zestawiony z ST44-607 i 16 próżnych
węglarek W tej samej chwili ze stacji Toruń Główny wyjechał opóźniony o 20
minut pociąg osob. nr. 5130 do Łodzi Kaliskiej prowadzony lokomotywą
SP45-160. (.....) SP45 nabrała dozwolonej prędkości 90km/h. W tym samym
czasie , o 4.24, towarowy niespodziewanie ruszył ze stacji w Otłoczynie przy
opuszczonym ramieniu semafora kształtowego. Przejechał przez przejazd nr.
10, którego iglice zostały rozprute przez wózki ST44. 11599 znalazł się na
torze niewłaściwym. Zdziwiona nastawnicza z nastawni wykonawczej
zaalarmowała dyżurnego ruchu. Ten momentalnie dostrzegł niebezpieczeństwo
zderzenia, zadzwonił o 4.28 do sąsiedniego posterunku Brzoza Toruńska,
jednak opowiedz jaka otrzymal przerazila go: osobowy 5130 wlasnie minal
posterunek, katastrofa była nieunikniona. W tej chwili dyżurnego ruchu
przeszedł dreszcz porazajacej bezsilnosci wobec pedządzych na sienie kiluset
ton stali. W tym samym czasie ST44-607 powoli nabierał prędkości (....).



Już kiedyś czytałem ten opis jak był na grupie, a teraz mi sie
przypomniało, że naszło mnie chyba dość oczywiste aczkowiek pewnie
lamerskie pytanie.

Czy w 1980 polskie loki nie miały na wyposażeniu tak zaawasowanego
wynalazku jak radiotelefon??????

[ciach]

Przemek

PS. I tutaj widać zaletę trakcji elektrycznej. Nawet jak nie ma z
jakiekolwiek bądź przyczyny łączności z lokiem, zawsze można jeszcze
odciąć zasilanie. Co prawda, gdy jedzie z górki to nie rozwiązuje to
problemu, ale zawsze impet zderzenia trochę osłabi.


TheStroyer - 19 Sie 2002, 09:32

Brzozy oraz druga dziwna rzecz (biorąc pod uwagę realia telekomunikacyjne
roku
1980) w jaki sposób można o wypadku powiadomić w ciągu 8-9 minut pogotowie
w
Toruniu (nie zostało wyjaśnione kto i jak osobiście - telefonicznie
powiadomił
pogotowie).



Nie zdziwilbym sie, gdyby dyzurny z Otloczyna to zrobil jeszcze
_przed_ zderzeniem. Od momentu, kiedy zadzwonil do Brzozy
i dowiedzial sie, ze pasazer juz poszedl, wiedzial przeciez co sie
stanie...

JGrabowski



Leszek Matula - 19 Sie 2002, 09:49

| Nie zdziwilbym sie, gdyby dyzurny z Otloczyna to zrobil jeszcze
_przed_ zderzeniem. Od momentu, kiedy zadzwonil do Brzozy
i dowiedzial sie, ze pasazer juz poszedl, wiedzial przeciez co sie
stanie...




dyżurna w Otłoczynie doznała szoku jak zrozumiała co za chwile się stanie i
wybiegła z nastawni. Tam pisało, że powiadomił sluzbz ratunkowe jakiś
kierowca samochodu. Więcej szczegółów nie znam. Myślę, że prawdy nie poznamy
chyba już nigdy...

Pozdrawiam
Leszek Matula

JGrabowski



--
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -http://www.gazeta.pl/usenet/


Grzegorz Piotrowski - 19 Sie 2002, 13:48


Dzisiaj, w kolejną rocznicę tragicznego wypadku w Otłoczynie, przeczytałem
wczesnoejsze wypowiedzi, artykuł "Trzy reflektory śmierci" i orzeczenie
prokuratora o umorzeniu. Podczas tych lektur trafiłem na jedną niezgodność i nie
potrafię sobie jej wytłumaczyć.
Sprawa dotyczy czasu. Kiedy, o której godzinie nastąpił wypadek.

Z artykułu "Trzy ..." wynika że ST44 wyjechała z Otłoczyna o 4:26 zaś o 4:35



Z tym czasem to zle kombinujesz. Bo te informacje pochodza ze sluzbowych dokumentow
PKP, a tam pracownik wpisuje czas aktulany, czyli ze swojego zegarka, sam wiesz jak
moga byc wyregulowane zegarki w roznych miejscach, a zwalszcza te duze stacyjne na
maych stacyjkach. Czasami obserwuje sobie roznice czasu w stosunku do mojego zegarka
na trasie Wloszczowa - Kielce, co stacja to zegar na peronie wskazuje inna roznice.
i pewnie w postepowaniu prouratorskim wpisano te informacje ze sluzbowych dokumentow
(tj. pociag odprawniono o godzinie...), a z doswiadczenia wiem, ze np. gdy pociag
przyjedzie przed czasem to wpisuje sie planowy czas przyjazdu...

Pozdrowienia
Grzesiek


A.Ol. - 19 Sie 2002, 16:11

Kiedyś ktoś pisał, że podobno było to samobójstwo maszynisty???

BTW skąd o 4 rano w pociągu było tyle osób? Teraz to podejrzewam że na
palcach 1 ręki by policzył.
pozdrówka
aol


Grzegorz Piotrowski - 19 Sie 2002, 16:50


Kiedyś ktoś pisał, że podobno było to samobójstwo maszynisty???

BTW skąd o 4 rano w pociągu było tyle osób? Teraz to podejrzewam że na
palcach 1 ręki by policzył.



To byl osobowy z Torunia do Lodzi, do ktorego podlaczono bezposrednie
wagnoy z Kolobrzegu. Byla zmiana turnusow....

Pozdrowienia
Grzesiek


Marek Pawlukowicz - 19 Sie 2002, 16:56

Kiedyś ktoś pisał, że podobno było to samobójstwo maszynisty???

BTW skąd o 4 rano w pociągu było tyle osób? Teraz to podejrzewam że na
palcach 1 ręki by policzył.



To byla jakas rzeznia osobowa z Lodzi Kaliskiej, a mozliwe ze ludzie gdzies
do pracy jechali czy cos.


Marek Pawlukowicz - 19 Sie 2002, 17:05

To byla jakas rzeznia osobowa z Lodzi Kaliskiej



Mialo byc DO Lodzi Kaliskiej.

Mareczek


Michal Jankowski - 19 Sie 2002, 18:03


węglarek W tej samej chwili ze stacji Toruń Główny wyjechał opóźniony o 20
minut pociąg osob. nr. 5130 do Łodzi Kaliskiej prowadzony lokomotywą
[...]
czasie , o 4.24, towarowy niespodziewanie ruszył ze stacji w Otłoczynie przy
opuszczonym ramieniu semafora kształtowego. Przejechał przez przejazd nr.
[...]
zderzenia, zadzwonił o 4.28 do sąsiedniego posterunku Brzoza Toruńska,
jednak opowiedz jaka otrzymal przerazila go: osobowy 5130 wlasnie minal
posterunek,
[...]
wchodzic w lagodny luk skrecajac w lewo. W polowie łuku okolo godz. 4.30
maszynista zauwazyl 300m przed sobą  trzy swiatła SP45, pedządzej po tym
samym torze. Do zderzenia pozostało 8 sekund. Oba pociagi rozpoczely



To jeszcze do tego dodam, ze 5130 mial rozkladowy odjazd z Torunia
3:47, z Otloczyna 4:00. Wiec byl wiecej opozniony, niz 20 minut...

  MJ


Grzegorz Kapusta - 20 Sie 2002, 03:12

Kiedyś ktoś pisał, że podobno było to samobójstwo maszynisty???



Też mi się tak wydaje, bo przecież już po rozpruciu zwrotnicy
mechanicy powinni się zorientować, że coś jest nie tak. Poza tym
gagar chyba w ogóle nie hamował, no i obaj mechanicy zostali
do końca na stanowiskach. Dziwne to wszystko...

Pozdrawiam,
Grzegorz Kapusta


TheStroyer - 20 Sie 2002, 04:24

Kiedyś ktoś pisał, że podobno było to samobójstwo maszynisty???

BTW skąd o 4 rano w pociągu było tyle osób? Teraz to podejrzewam że na
palcach 1 ręki by policzył.



Za komuny pociagi jezdzily nawalone jak stodola, bo ludzie nie mieli
samochodow...

JGrabowski


TheStroyer - 20 Sie 2002, 04:25

| Kiedyś ktoś pisał, że podobno było to samobójstwo maszynisty???

Też mi się tak wydaje,



To znaczy, ze _obaj_ mechanicy popelnili samobojstwo, albo
samobojca unieszkodliwil swojego kompana? Moze byli para
gejow zgnebionych przez spoleczenstwo i proboszcza? ;)

JGrabowski


aKySZ - 20 Sie 2002, 06:43

To znaczy, ze _obaj_ mechanicy popelnili samobojstwo, albo
samobojca unieszkodliwil swojego kompana? Moze byli para
gejow zgnebionych przez spoleczenstwo i proboszcza? ;)



Bez przesady, ale zgnębieni byli - tyle że przez władze komunistyczne -
spójrzmy na rok zdarzenia - zaczęły się strajki w kraju, do których
przyłączali się również i kolejarze - być może nie było na zakładzie ludzi
do zmiany zmęczonego mechanika z gagarina - bo pomocnik się zmienił. Nie
dano gościowi wyboru - nie ma ludzi, są strajki, urlopy (!!!), pojedziesz 8
godzin dłużej, i bez dyskusji. Na to facio mógł się początkowo zgodzić, ale
kiedy go tak długo tzrymano popd tym semaforem w Otłoczynie (a miało być np.
tylko te 8 dodatkowych godzin, a tu tak naciągają strunę...), to się mocno
wkur..., i być może pomyślał - mam was komunistyczne świnie głeboko gdzieś,
ja jadę do domu, nie taka była umowa, myślał że może zdąży dojechać do
następnej stacji po niewłaściwym, może myślała, że osobowy nie miał
opóźnienia i już przemknął, czego mógł nie zauważyć, myślać że po prostu
przespał w Otłoczynie ten moment... Trudno dywagować, ale mógł właśnie tak
się motywować - kiedy spostrzegł, co narobił, tzn. że pędzi na nich osobowy,
postanowił nie opuszczać miejsca pracy, bo i tak poszedł by do końca życia
siedzieć, a wolał w takim razie śmierć niż komunistyczne łagry....


TheStroyer - 20 Sie 2002, 08:33

przespał w Otłoczynie ten moment... Trudno dywagować, ale mógł właśnie tak
się motywować - kiedy spostrzegł, co narobił, tzn. że pędzi na nich
osobowy,
postanowił nie opuszczać miejsca pracy, bo i tak poszedł by do końca życia
siedzieć, a wolał w takim razie śmierć niż komunistyczne łagry....



Ladna historia, ale chyba malo prawdopodobna. Maszynista musialby byc
psychopata, zeby kierowac sie takimi przeslankami - malo kto chce umierac
z powodu przedluzonej zmiany. Nie mowie o tym, ze musialby byc kompletnym
nieprofesjonalista, zeby myslec w ten sposob. Po prostu absolutnym debilem
wzietym na lokomotywe wprost z ulicy (co byc moze sie zdarzalo - za komuny
cuda tez sie zdarzaly). Te "komunistyczne lagry" to tez przesada, bo to
mialo
miejsce w w 1978, a nie 1948 roku :-)) Juz predzej uwierze, ze byl napruty
jak autobus i po prostu nie wiedzial co robi, co zreszta wydawaloby sie
najbardziej prawdopodobne (widzialem takie akcje), ale chyba badali zwloki
pod katem obecnosci alkoholu we krwi? O ile, rzecz jasna, w ogole znalezli
jakas czesc maszynisty nadajaca sie do takich badan i byli w stanie
zidentyfikowac, ze ta czesc nalezy wlasnie do niego...

JGrabowski


Grzegorz Petka - 20 Sie 2002, 09:05


To znaczy, ze _obaj_ mechanicy popelnili samobojstwo, albo
samobojca unieszkodliwil swojego kompana? Moze byli para
gejow zgnebionych przez spoleczenstwo i proboszcza? ;)



Gratuluje "dobrego" humoru i nieokiezlnanej fantazji w snuciu hipotez
dotyczacych tego tragicznego wypadku. Przylaczasz sie kolego do tych, ktorzy
po wypadku zaszczuwali rodzine tego maszynisty. Ludzie Ci robili to w sposob
rownie niewybredny i - w ich mniemaniu oczywiscie - zartobliwy. Ja oceniam
takie postepowanie jako daleko niesmaczne - szczegolnie gdy dotyczy ono takich
spraw.

Czasem, zamiast pisac takie pierdoly moze lepiej popukac sie w czolo, i
zastanowic, co sie klepie na klawiaturze. Chyba, ze moze jest juz za pozno...

Grzegorz Petka


TheStroyer - 20 Sie 2002, 09:58

Czasem, zamiast pisac takie pierdoly moze lepiej popukac sie w czolo, i
zastanowic, co sie klepie na klawiaturze. Chyba, ze moze jest juz za



pozno...

Wiesz co, cenie Twoja strone, ale poczucia humoru to Ty nie masz
za grosz.

JGrabowski


A.Ol. - 20 Sie 2002, 12:30

----- Original Message -----

To znaczy, ze _obaj_ mechanicy popelnili samobojstwo, albo
samobojca unieszkodliwil swojego kompana? Moze byli para
gejow zgnebionych przez spoleczenstwo i proboszcza? ;)



Oj tam - jeden mógł np. umrzeć na zawał a drugi może próbował go reanimować.
Albo mógł przecież na widok umierającego kolegi stracić przytomność.
Niestety - takie
przypadki się
zdarzają

pzdr
aol


A.Ol. - 20 Sie 2002, 12:30

----- Original Message -----

ale chyba badali zwloki
pod katem obecnosci alkoholu we krwi? O ile, rzecz jasna, w ogole znalezli
jakas czesc maszynisty nadajaca sie do takich badan i byli w stanie
zidentyfikowac, ze ta czesc nalezy wlasnie do niego...

ZTCW to w takich zmasakrowanych zwłokach potrafi wyskoczyć wynik koło 10%o
mimo że gość np. nie pił w ogóle
pzdr
aol


Smok1 - 20 Sie 2002, 15:59

| samobojca unieszkodliwil swojego kompana? Moze byli para
| gejow zgnebionych przez spoleczenstwo i proboszcza? ;)

Oj tam - jeden mógł np. umrzeć na zawał a drugi może próbował go
reanimować.
Albo mógł przecież na widok umierającego kolegi stracić przytomność.
Niestety - takie
przypadki się
zdarzają



Taka hipoteza to byla w 1969 roku jak sie w Zawoi rozbil An-24 z
Warszawy do Krakowa (bylo pytanie dlaczego piloci mineli Krakow i
polecieli 80 km dalej). O ile w samolocie jest to naciagane to przeciez
chyba mieli jakis system zabezpieczajacy. Jakis czuwakow wtedy nie bylo,
czy co?


Lucjan Jeziorny - 20 Sie 2002, 16:25

To jeszcze do tego dodam, ze 5130 mial rozkladowy odjazd z Torunia
3:47, z Otloczyna 4:00. Wiec byl wiecej opozniony, niz 20 minut...



A ja jescze dodam ze cały tekst był cytowany z ŚK ;-)


Michal Jankowski - 20 Sie 2002, 18:03


A ja jescze dodam ze cały tekst był cytowany z ŚK ;-)



Juz raz to pisales przeciez...

  MJ


Stanisław Pikul - 21 Sie 2002, 06:50

Gratuluje "dobrego" humoru i nieokiezlnanej fantazji w snuciu
hipotez
dotyczacych tego tragicznego wypadku. Przylaczasz sie kolego do
tych, ktorzy
po wypadku zaszczuwali rodzine tego maszynisty. Ludzie Ci robili to
w sposob
rownie niewybredny i - w ich mniemaniu oczywiscie - zartobliwy. Ja
oceniam
takie postepowanie jako daleko niesmaczne - szczegolnie gdy dotyczy
ono takich
spraw.



Ponieważ najlepsze, dostępne opracowanie na temat tej katastrofy
znalazłem kiedyś na Twojej stronie, nie ukrywam, że czekałem na Twoją
reakcję. Jest taka, jak być powinna.
Dziękuję.


MP - 21 Sie 2002, 16:44

Mam pewną teorię dlaczego doszło do tego tragicznego wypadku ale może to błędna
teoria i wpierw prosiłbym o pomoć w wyjaśnieniu tych wątpliwości.



Powiedz, jaka jest Twoja teoria.

tak, ze ze stacji wychodza 2 szlaki ktore ida obok siebie przez jakis
kawalek i wygladaja jak linia 2-torowa. I ten mechanik tam wlasnie
podobno jezdzil. Biorac pod uwage fakt, ze bylo to wczesnie rano oraz ze
gosc pracowal ponad 24 godziny to moze byc wyjasnienie dlaczego jechal
po niewlasciwym jakby nigdy nic. A to ze wyjechal - moglo mu sie
przysnic, ze ma podane. Byly zdarzenia (czyt. po kolejowemu: wypadki),
ze mechanikowi sie przysnilo i ruszyl.
Moim zdaniem tak moglo byc. A ta "pomrocznosc jasna" (kontrast
nastepczy) to jakies dziwne tlumaczenie w ktore trudno mi uwierzyc.

MP


Łukasz Cielecki - 23 Sie 2002, 05:23



Czy w 1980 polskie loki nie miały na wyposażeniu tak zaawasowanego
wynalazku jak radiotelefon??????



Nie.

Łukasz Cielecki - 23 Sie 2002, 05:24


[ciach]

Przeczytalem sobie orzeczenie prokuratorskie i mam tu dwie
watpliwosci:

1) Maszynista gagarina sfalszowal swoj wykaz pracy (czy jak to sie tam
nazywa) wiec 25 godzine pracowal na wlasne zyczenie. A wydawalo mi
sie, ze w tamtych czasach pracowano 'od tego plota do 15'.
Tak lubil jazde lokiem? Co mi tu nie gra...
2) Od momentu ruszenia gagara do momentu miniecia przez pociag osobowy
Brzozy uplynely okolo 2 minuty. Czy to naprawde za malo aby wykonac
jeden telefon? W momencie ruszenia gagara osobowka byla
najprawdopodobniej nawet przed tarcza ostrzegawcza posterunku
odstepowego...

I jeszcze jedno pytanie:
Dlaczego oczekujacy pociag towarowy w Otloczynie stal na torze glownym
dodatkowym ale po stronie toru niewlasciwego dla kierunku, w ktorym
mial jechac (troche nieprecyzyjnie sie wyrazilem, ale mysle ze wiadomo
o co chodzi)?

pozdrawiam...


Przemyslaw Kowalik - 23 Sie 2002, 06:00



| Czy w 1980 polskie loki nie miały na wyposażeniu tak zaawasowanego
| wynalazku jak radiotelefon??????

Nie.



Wreszcie ktoś mi odpowiedział! Na żadnej linii, żaden lok? Zgroza!!!!

Przemek


Leszek Kowalski - 23 Sie 2002, 07:38

2) Od momentu ruszenia gagara do momentu miniecia przez pociag osobowy
Brzozy uplynely okolo 2 minuty. Czy to naprawde za malo aby wykonac
jeden telefon? W momencie ruszenia gagara osobowka byla
najprawdopodobniej nawet przed tarcza ostrzegawcza posterunku
odstepowego...



Wlasnie tez mnie to dziwi po przeczytaniu calego dokumentu o umozeniu
sledztwa....
Ze od rozprucia zwrotnciy przez Gagara, bylo jeszcze 2 minuty czasu, aby
zatrzymac osobowke...
Wiec moze nastawnicza na nastawni spala.... i zanim doszla do tego co sie
stalo bylo juz za pozno. Przeciez 2 minuty to sporo czasu, aby wykonac
telefon. Chyba, ze wtedy urzadzenia lacznosci byly w takim stopniu
zaawansowania technologicznego, ze sie nie dalo szybciej....


Michal Jankowski - 23 Sie 2002, 08:21


Ze od rozprucia zwrotnciy przez Gagara, bylo jeszcze 2 minuty czasu,
aby zatrzymac osobowke... Wiec moze nastawnicza na nastawni
spala.... i zanim doszla do tego co sie stalo bylo juz za pozno.
Przeciez 2 minuty to sporo czasu, aby wykonac telefon.



Dla osob zaskoczonych w srodku nocy to wcale nie jest dlugo. Zreszta
nie wierze w tak idealny pomiar czasu i synchronizacje zagarow, moze
to byla minuta, moze wcale. Nastawnicza zauwazyla, zawiadomila
dyzurnego, tez zadzwonil, tam ktos odebral... To jednak troche trwa...

  MJ


Grzegorz Piotrowski - 23 Sie 2002, 09:38


| 2) Od momentu ruszenia gagara do momentu miniecia przez pociag osobowy
| Brzozy uplynely okolo 2 minuty. Czy to naprawde za malo aby wykonac
| jeden telefon? W momencie ruszenia gagara osobowka byla
| najprawdopodobniej nawet przed tarcza ostrzegawcza posterunku
| odstepowego...

Wlasnie tez mnie to dziwi po przeczytaniu calego dokumentu o umozeniu
sledztwa....
Ze od rozprucia zwrotnciy przez Gagara, bylo jeszcze 2 minuty czasu, aby
zatrzymac osobowke...



Juz o tym pisalem. Zegary na kolei nie sa synchronizowane wzgledem
centralnego zrodla tylko ustawiane lokalnie. z tego wynika, ze Godzina xx:yy
na stacji A<godzinie xx:yy na stacji B.

Pozdrowienia
Grzesiek


Leszek Kowalski - 23 Sie 2002, 09:58


| 2) Od momentu ruszenia gagara do momentu miniecia przez pociag osobowy
| Brzozy uplynely okolo 2 minuty. Czy to naprawde za malo aby wykonac
| jeden telefon? W momencie ruszenia gagara osobowka byla
| najprawdopodobniej nawet przed tarcza ostrzegawcza posterunku
| odstepowego...

| Wlasnie tez mnie to dziwi po przeczytaniu calego dokumentu o umozeniu
| sledztwa....
| Ze od rozprucia zwrotnciy przez Gagara, bylo jeszcze 2 minuty czasu, aby
| zatrzymac osobowke...

Juz o tym pisalem. Zegary na kolei nie sa synchronizowane wzgledem
centralnego zrodla tylko ustawiane lokalnie. z tego wynika, ze Godzina
xx:yy
na stacji A<godzinie xx:yy na stacji B.



Wlasnie czemu tak jest, ze zegary nie sa schynronizowane ze soba. Tylko
kazdy co innego...
Powinny byc jakies przepisy to normalizujace. Co prawda jezdzac pociagami to
juz kilka razy synchronizowalem swoj zegarek z czasem zegaru atomowego i
czasem sie spotykalem z tym, ze kierownik dawal odjazd zawsze w granicach
+/- 10sekund. Wiec czasem sie da......


Leschek Jeschke - 23 Sie 2002, 10:08


Wlasnie czemu tak jest, ze zegary nie sa schynronizowane ze soba. Tylko
kazdy co innego...
Powinny byc jakies przepisy to normalizujace. Co prawda jezdzac pociagami
to
juz kilka razy synchronizowalem swoj zegarek z czasem zegaru atomowego i
czasem sie spotykalem z tym, ze kierownik dawal odjazd zawsze w granicach
+/- 10sekund. Wiec czasem sie da......



A czy nie jest przypadkiem tak, że zegary kolejowe sterowane są centralnie
przez zegar-matkę (czy jak go tam zwą)?


Leszek Kowalski - 23 Sie 2002, 10:12

A czy nie jest przypadkiem tak, że zegary kolejowe sterowane są centralnie
przez zegar-matkę (czy jak go tam zwą)?



No wlasnie ja myslalem, ze tak jest... Ale widac pani Zosia sama nastawia
zegarek....
Raz do mnie przyszedl kierownik pociagu i sie pytal o godzine, bo mu zegarek
stanal :))))


Grzegorz Piotrowski - 23 Sie 2002, 13:27


| juz kilka razy synchronizowalem swoj zegarek z czasem zegaru atomowego i
| czasem sie spotykalem z tym, ze kierownik dawal odjazd zawsze w granicach
| +/- 10sekund. Wiec czasem sie da......

A czy nie jest przypadkiem tak, że zegary kolejowe sterowane są centralnie
przez zegar-matkę (czy jak go tam zwą)?



Tak moze byc na DB, ale PKP na takie luksusy brakuje $$$, a wracajac do
Otloczyna, to jezeli nie bylo nawet radia to co tu mowic o centralnym
sterowaniem czasu...

BTW.
W Kielcach kiedys oberwalo sie dyzurnym ruchu, za to ze ciagle opozniali
pociagi, a po prostu w dyzruce mieli zegar niewlasciwie ustawiony.

Pozdrowienia
Grzesiek


Leschek Jeschke - 23 Sie 2002, 13:32


Tak moze byc na DB, ale PKP na takie luksusy brakuje $$$, a wracajac do
Otloczyna, to jezeli nie bylo nawet radia to co tu mowic o centralnym
sterowaniem czasu...



Słyszałem (czytałem?) o tym jeszcze w latach 70-tych. Czyżbym dał się nabrać
na gierkowską propagandę?


Grzegorz Piotrowski - 23 Sie 2002, 14:44


| Tak moze byc na DB, ale PKP na takie luksusy brakuje $$$, a wracajac do
| Otloczyna, to jezeli nie bylo nawet radia to co tu mowic o centralnym
| sterowaniem czasu...

Słyszałem (czytałem?) o tym jeszcze w latach 70-tych. Czyżbym dał się nabrać
na gierkowską propagandę?



Do tego potrzebna bylaby jakas infrastruktura. Nie bylo jeszcze swiatlowodow,
zegarow atomowych stosowanych na skale masowa, systemow informatycznych, do tego
gdyby to mialo dzialc na takich stacyjkach jak Otloczyn to teraz kolej w Polsce
mialaby znacznie bardziej zaawansowane technologie. Moze zrobili cos takiego na
kilku stacjach w Warszawie i juz sie chwalili.

Pozdrowienia
Grzesiek


wiarus - 23 Sie 2002, 16:07



| Czy w 1980 polskie loki nie miały na wyposażeniu tak zaawasowanego
| wynalazku jak radiotelefon??????
| Nie.

Wreszcie ktoś mi odpowiedział! Na żadnej linii, żaden lok? Zgroza!!!!

Przemek



Obaj sie mylicie, radiotelefony byly i to na wielu liniach.

wiarus


K. Sz. - 24 Sie 2002, 03:04

| A czy nie jest przypadkiem tak, że zegary kolejowe sterowane są
centralnie
| przez zegar-matkę (czy jak go tam zwą)?

No wlasnie ja myslalem, ze tak jest... Ale widac pani Zosia sama nastawia
zegarek....



Eee.. nie.. to moze w obrebie jednej stacji...
[Na jednej malutkiej stacji byly dwa zegary, a kazdy wskazywal inna godzine.
Zdziwiony podrozny spytal napotkanego kolejarza: "Po co wam dwa zegary,
skoro kazdy wskazuje inna godzine?". Kolejarz na to: "A po coz by nam byly
dwa wskazujace te sama godzine? To jest bardzo mala stacja. Jeden smialo by
wystarczyl]"

Raz do mnie przyszedl kierownik pociagu i sie pytal o godzine, bo mu
zegarek
stanal :))))



Do mnie tez. Ale to juz bylo bardzo dawno. W 1981 roku. A pociag byl
Warszawa - Frankfurt. Nad Menem.


Łukasz Cielecki - 24 Sie 2002, 03:54


Obaj sie mylicie, radiotelefony byly i to na wielu liniach.



1) Na wielu to nie to samo co na wszystkich
2) linia to nie to samo co lok :)

pozdrawiam...


wiarus - 24 Sie 2002, 08:24

1) Na wielu to nie to samo co na wszystkich
2) linia to nie to samo co lok :)

pozdrawiam...



Jak linia to i lok, wszystkie loki z zasadniczej obslugi danej lini mialy
radiotelefony.
wiarus


Stanisław Pikul - 25 Sie 2002, 11:59

Jak linia to i lok, wszystkie loki z zasadniczej obslugi danej lini
mialy
radiotelefony.



Marzenia ...


Przemyslaw Kowalik - 28 Sie 2002, 06:18



| | Czy w 1980 polskie loki nie miały na wyposażeniu tak zaawasowanego
| | wynalazku jak radiotelefon??????
| Nie.

| Wreszcie ktoś mi odpowiedział! Na żadnej linii, żaden lok? Zgroza!!!!

| Przemek

Obaj sie mylicie, radiotelefony byly i to na wielu liniach.



Ja się nie myliłem, ja się tylko pytałem i dziwiłem....

Przemek


74. rocznica zakupu Lux-Torpedy
Torun-Otloczyn
Przetarg na druk SRJP - znów WORK
[cyt] O stołecznej SKM...
[W-wa] Bałagan na kolei mógł być mniejszy
Rozwadów 30 lat temu
Do Kopenhagi
  • makulatura w krakowie
  • wypadek koleiowy w katowicach
  • hp office jet r 40
  • dotacja celowa z budzetu
  • biaB3ystok klub sportowy
  • octan kobaltu
  • elastomania level 55
  • pkb i9B6wiat
  • flughafen zakynthos
  • buty dziecięce w Deichmann
  • zyceznia na urodziny
  • Graffiti Na Kartce Galeria
  • Zbiór wątków z for dyskusyjnych !! Strona Główna