Pociąg stał, a konduktorzy milczeli
Jacek Brzuszkiewicz
2008-02-13, ostatnia aktualizacja 2008-02-13 20:31
Pasażerowie lubelskiego pociągu spóźniali się na spotkania, bo konduktorzy
nie raczyli poinformować ich o ponad półgodzinnym przestoju. Gdyby o nim
wiedzieli, mogliby przesiąść się do innych pociągów i zdążyć na czas. Kolej
przeprasza i obiecuje, że będzie informować o opóźnieniach
Chodzi o poniedziałkowy pociąg pospieszny "Kujawiak" z Lublina (wyjazd o
godz. 6.15) przez Warszawę do Bydgoszczy i Gdyni. Podróż kilkuset pasażerów
do stolicy przebiegała bez zakłóceń. O godz. 8.36 pociąg przyjechał na
stację Warszawa-Wschodnia. Zgodnie z rozkładem jazdy miał stamtąd ruszyć w
dalszą drogę po dwóch minutach, tak by o 8.45 przyjechać na dworzec
Warszawa-Centralna. Tymczasem postój nieoczekiwanie się przedłużał.
- Choć po drodze z Lublina konduktorzy byli widoczni i skrupulatnie
sprawdzali nam bilety, na stacji Warszawa-Wschodnia zapadli się pod ziemię.
Nie było kogo zapytać, co jest powodem przeciągającego się postoju. Byliśmy
poumawiani na ważne spotkania, część na dworcu Warszawa-Centralna chciała
przesiąść się do innych pociągów. Sytuacja stawała się tym bardziej
irytująca, że z sąsiednich peronów co chwila odjeżdżały inne pociągi w
stronę Warszawy-Centralnej. Wystarczyło poinformować o opóźnieniu, a wszyscy
przesiedlibyśmy się do innych składów - relacjonują zdenerwowani podróżni.
Po dwudziestu minutach zdesperowani pasażerowie postanowili znaleźć
kolejarzy i zapytać, co się dzieje. Mężczyźni w uniformach z logo PKP,
którzy stali na peronie, nic o opóźnieniu nie wiedzieli. Po kilku minutach
poszukiwań w pierwszym wagonie "Kujawiaka" w końcu znaleźli dwóch
konduktorów.
- Mówili o jakiejś bliżej niesprecyzowanej usterce. Nie potrafili
odpowiedzieć na pytanie, kiedy pociąg ruszy. Na pytanie, dlaczego nie
informują o przestoju, jedynie wzruszyli ramionami opędzając się od nas jak
od natrętów - ciągną pasażerowie pospiesznego.
Kilka minut po godz. 9. zdesperowani podróżni spostrzegli pociąg InterCity,
który zatrzymał się na sąsiednim torze. Konduktor z IC zgodził się, by
kilkunastu pasażerów mogło dojechać nim na dworzec Warszawa-Centralna.
Dotarli tam pół godziny po czasie. Nie zdążyli na spotkania, narady, na inne
pociągi. "Kujawiak" ostatecznie ruszył z dworca Warszawa-Wschodnia blisko 40
minut opóźniony.
Monika Kwiecińska, zastępca dyrektora Zakładu Przewozów Regionalnych PKP w
Lublinie, który obsługuje pociąg do Bydgoszczy i Gdyni, początkowo
twierdziła, że nie odpowiada za zamieszanie. - Lubelscy konduktorzy
obsługiwali pociąg jedynie do stacji Warszawa-Wschodnia. Tam zmienili ich
kolejarze z Łodzi - tłumaczyła, zwracając uwagę, że pociąg opóźnił się, bo
na czas nie dotarł do Warszawy jeden z maszynistów.
- Pasażerów nie interesuje, że jeden konduktor był z Lublina, a drugi z
Łodzi. Kupuje bilet i chce dojechać na miejsce na czas, a jeśli pociąg się
opóźnia, powinien o tym zostać poinformowany jak najszybciej, bo w
przeciwnym razie wybierze podróż busem - argumentowaliśmy w rozmowie z
Kwiecińską.
Pani dyrektor po kilku godzinach przyznała nam w końcu rację. - Nasi
konduktorzy, zgodnie z poleceniami, informują pasażerów o opóźnieniach. Mało
tego. Do czasu przyjazdu opóźnionego pociągu starają się wstrzymywać czas
odjazdu innych składów tak, by pasażerowie na nie zdążyli. Kolejarze z
innych miast bezwzględnie powinni zrobić to samo co my. Interweniowałam już
w tej sprawie w Łodzi. Jestem przekonana, że taka sytuacja już się nie
powtórzy. Przepraszam - zakończyła Kwiecińska.
Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin
część na dworcu Warszawa-Centralna chciała przesiąść się do innych
pociągów.
Jestem przekonana, że taka sytuacja już się nie powtórzy. Przepraszam -
zakończyła Kwiecińska.
część na dworcu Warszawa-Centralna chciała
przesiąść się do innych pociągów.
Po dwudziestu minutach zdesperowani pasażerowie postanowili znaleźć
kolejarzy i zapytać, co się dzieje. Mężczyźni w uniformach z logo PKP,
którzy stali na peronie, nic o opóźnieniu nie wiedzieli.
Po kilku minutach poszukiwań w pierwszym wagonie "Kujawiaka" w końcu
znaleźli dwóch konduktorów.
- Mówili o jakiejś bliżej niesprecyzowanej usterce.
Kilka minut po godz. 9. zdesperowani podróżni spostrzegli pociąg InterCity,
który zatrzymał się na sąsiednim torze. Konduktor z IC zgodził się, by
kilkunastu pasażerów mogło dojechać nim na dworzec Warszawa-Centralna.
Dotarli tam pół godziny po czasie. Nie zdążyli na spotkania, narady, na inne
pociągi. "Kujawiak" ostatecznie ruszył z dworca Warszawa-Wschodnia blisko 40
minut opóźniony.
kolejarze z Łodzi - tłumaczyła
że pociąg opóźnił się, bo
na czas nie dotarł do Warszawy jeden z maszynistów.
Aaaaaa, nie mogli. Boć to inna spółeczka.....
Pasażerów nie interesuje, że jeden konduktor był z Lublina, a drugi z
Łodzi. Kupuje bilet i chce dojechać na miejsce na czas, a jeśli pociąg się
opóźnia, powinien o tym zostać poinformowany jak najszybciej,
przeciwnym razie wybierze podróż busem
Pani dyrektor po kilku godzinach przyznała nam w końcu rację. - Nasi
konduktorzy, zgodnie z poleceniami, informują pasażerów o opóźnieniach. Mało
tego. Do czasu przyjazdu opóźnionego pociągu starają się wstrzymywać czas
odjazdu innych składów tak, by pasażerowie na nie zdążyli.
Kolejarze z
innych miast bezwzględnie powinni zrobić to samo co my.
Ciekawe czy są takie pociągi na które można się przesiąść na Centralnym a nie
można na Wschodnim (bo na Zachodnim to wiadomo, że nie wszystkie się
zatrzymują)? Mogli się poprzesiadać do właściwych już na Wschodnim, no ale
widać te ''managYRY'' to ''klapy na oczach'' majOM.
| Po dwudziestu minutach zdesperowani pasażerowie postanowili znaleźć
| kolejarzy i zapytać, co się dzieje. Mężczyźni w uniformach z logo PKP,
| którzy stali na peronie, nic o opóźnieniu nie wiedzieli.Trudno, żeby dziadki którzy zajmują się doczepianiem i odczepianiem loków i
sprawdzaniem hamulców wiedzieli o opóźnieniach.... :-)
Ciekawe czy są takie pociągi na które można się przesiąść na Centralnym a nie
można na Wschodnim (bo na Zachodnim to wiadomo, że nie wszystkie się
zatrzymują)? Mogli się poprzesiadać do właściwych już na Wschodnim, no ale
widać te ''managYRY'' to ''klapy na oczach'' majOM.
Grzexs
Pani dyrektor po kilku godzinach przyznała nam w końcu rację.
Mc
Ale póki co to mają ważniejsze
sprawy czyli zniszczone laptopy Ziobry, które jednak działają,
zagłuszanie pielęgniarek i inne super ważne sprawy, bez których
rozwiązania nie ziści się Cud nad Wisła.
Ale można było chociaż przeprosić pasażerów przez głośnik
i powiedzieć dlaczego stoimy!
Pozdr.
Grzesiek
| Ale można było chociaż przeprosić pasażerów przez głośnik
| i powiedzieć dlaczego stoimy!A w Czechach zdarzyło mi się że konduktor informował pasażerów nawet o
rozkładowo dłuższym postoju, wynikającym z krzyżowania się pociągów.
| Po kilku minutach poszukiwań w pierwszym wagonie "Kujawiaka" w końcu
| znaleźli dwóch konduktorów.Dobrze, że nie w kiblu. :-)
Tomek Janiszewski
- Choć po drodze z Lublina konduktorzy byli widoczni i skrupulatnie
sprawdzali nam bilety, na stacji Warszawa-Wschodnia zapadli się pod ziemię.
Nie było kogo zapytać, co jest powodem przeciągającego się postoju.
Po kilku minutach
poszukiwań w pierwszym wagonie "Kujawiaka" w końcu znaleźli dwóch
konduktorów.
- Pasażerów nie interesuje, że jeden konduktor był z Lublina, a drugi z
Łodzi. Kupuje bilet i chce dojechać na miejsce na czas, a jeśli pociąg się
opóźnia, powinien o tym zostać poinformowany jak najszybciej, bo w
przeciwnym razie wybierze podróż busem - argumentowaliśmy w rozmowie z
Kwiecińską.
pdr
Olo